Gdy ciało mówi „dość”…

Bywają takie dni, kiedy staję na matę i z wielkim trudem staram się wykrzesać z siebie maksimum swoich możliwości. Lub choćby minimum… I tu pojawia się blokada. Pat. Głowa chce, a ciało mówi „Proszę, daj mi dziś odpocząć”.

Od ponad dwóch lata moja aktywność fizyczna stała się niezwykle intensywna. Joga, bieganie, siłowania, joga, bieganie, joga, joga, joga… Dla urozmaicenia czasem pilates lub inne zajęcia. Moje życie zyskało nową jakość, moja dyscyplina została wyżyłowana, moja głowa stały dopływ endorfin, a moje ciało… No właśnie. Bezsprzecznie zyskało dobrą formę, bardziej atrakcyjny wygląd, szybszą przemianę materii etc. Wielkim kłamstwem byłoby, gdybym kreowała się na osobę, która nigdy nie ma dość.

Lans na niepokonanych

Obserwując wielu FITblogerów na Instagramie, zastanawiam się, jak oni dają radę z rana przebiec 10 km, w południe odbyć sesję treningową na siłowni, a wieczorem wpaść jeszcze na CrossFit. I tak codziennie. Często zastanawiam się, ile w tym prawdy, a ile instagramowego lansu. Bo każde ciało ma swoje ograniczenia. Czasem po prostu chce odpocząć. Jest przeciążone, zmęczone, obolałe. A w przypadku osób aktywnych fizycznie – nierzadko permanentnie kontuzjowane. Bywa, że zwyczajnie mu się nie chce. Woli poleżeć na kanapie. Zregenerować siły. Po prostu odpocząć. Wtedy warto mu zaufać. Ono wie lepiej, co w danej chwili jest mu potrzebne.

Przeczytaj też: 6 rzeczy, których nauczyła mnie joga

Gdy ciało boli…

Kocham biegać. Dobrze znam uczucie euforii biegacza. Kiedyś biegałam niemal codziennie. Bez względu na porę roku i pogodę. Nawet w czasie mrozu, kontynuowałam trening w kurtce snowbordowej. Latem, gdy temperatura sięgała 30 stopni, też nie odpuszczałam. Moi sąsiedzi chyba mieli mnie za wariatkę. Do tego dochodziła też bieżnia w fitness klubie. A po niej intensywna sesja jogi. Tak na 100%. Bywało super. Bywały jednak takie dni, kiedy moje ciało się buntowało. Przebiegnięcie 3 km stanowiło problem. Najprostsze asany stawały się zbyt trudne. Pojawiało się bliżej niezlokalizowane uczucie somatycznego bólu. Czasem silniejszego w kolanach lub barkach. Czasem rozprzestrzenionego po wszystkich stawach. Czasem po prostu uczucie wiotkich, wypompowanych mięśni. A czasem ból, o którym mówię po prostu „ból ciała”.

Kanapa to nie wstyd

Choć bieganie obecnie ograniczyłam do absolutnego minimum, oszczędzając ciało dla jogi, nadal często zdarzają mi się takie dni. Rozwijam matę, niby moja głowa chce, ale ciało nie za bardzo. Czy rezygnuję wtedy z praktyki? Zwykle nie. Wiem jednak o tym, że w te dni nie warto cisnąć. To nie są dni na podkręcanie szczytów swoich możliwości. To czas na staranną, lecz dość lekką praktykę. Robię delikatną rozgrzewkę, która przygotowuje moje ciało do powitania słońca. Przechodzę przez oba powitania, wykonuję kilka pozycji, które lubię i które przychodzą mi z łatwością. Pozwalam sobie na długi relaks w pozycji dziecka lub Savasanie. Wówczas praktyka staje się odpoczynkiem. Luksusem dla ciała. Spełnieniem jego prośby. A czasem rezygnuję nawet z jogi. Wtedy leżę na kanapie. Tak po prostu…

Facebooktwittergoogle_pluspinterest

Jeśli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:
   •   polub profil fit-joga na Facebooku
   •   podejrzyj na Instagramie