Mieć mniej, czyli moda na minimalizm

Mniej znaczy więcej. Znacie tę zasadę? W czas galopującego konsumpcjonizmu coraz bardziej zyskuje ona na znaczeniu. Bo czy my naprawdę potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, aby być szczęśliwymi? Okazuje się, że niekoniecznie… Właśnie przyszła moda na minimalizm.

Zastanawiałeś/zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak często korzystasz ze przedmiotów, które latami magazynujesz w swoim otoczeniu? Jak wiele ubrań niepotrzebnie zalega w Twojej szafie? I czy zakup kolejnych naprawdę Cię uszczęśliwi na dłużej niż kilka dni/godzin/minut…? Ilu rzeczy potrzebujemy, by dobrze, sprawnie i efektywnie funkcjonować?

 

Zobacz też: Nudź się! Nuda to joga dla umysłu

 

Czym jest minimalizm?

 

Minimalizm to nowy/stary trend, który obecnie zyskuje coraz więcej zwolenników. To dążenie do prostoty, ograniczenia niepotrzebnych przedmiotów, ale również aktywności, które zabierają dwie bardzo cenne rzeczy – energię i czas. A nierzadko również pieniądze. Uporządkowane życie jest prostsze. Oczyszczona przestrzeń otwiera głowę, pozwala pozbyć się iluzji, że „mieć to być”, pozwala odetchnąć od ciągłej pogoni za konsumpcjonizmem. A przy okazji skupić się na tym, co ważne.

 

Minimalizm po mojemu

 

Idea minimalizmu była mi bliska odkąd pamiętam. Niby nie lubiłam przepychu, zagraconych wnętrz i zbyt dużej ilości przedmiotów, które wywoływały bałagan nie tylko w mojej przestrzeni, ale przede wszystkim w głowie. Choć od czasu do czasu potrafię docenić piękno nadmiaru, to sama staram się unikać takich rozwiązań. Lubię proste rzeczy. Uwielbiam połączenie bieli i czerni, przełamane intensywnym kolorem. Uważam, że taka triada zawsze się sprawdza, w modzie i we wnętrzach. Kocham szarości, które w różnych odcieniach zawsze świetnie ze sobą współgrają. Najlepiej czuję się w stonowanych, uporządkowanych estetycznie wnętrzach, utrzymanych w zaledwie kilku kolorach. Stawiam na prosty design mebli, ubrań i przedmiotów użytkowych. Trzymam się z daleka od wymyślnych, przekombinowanych i niepotrzebnych rzeczy. Co więcej, czuję ogromną przyjemność, za każdym razem, kiedy robię wielki przegląd szafy i pozbywam się niepotrzebnych ubrań, dodatków i gadżetów. Po takim gruntowym sprzątaniu czuję się jak po chłodnym, wieczornym prysznicu po naprawdę upalnym dniu. Teraz już wiem, nie jestem sama. Moda na minimalizm powoli wkradła się do mainstreamu nie tylko za sprawą umiłowania do wnętrz w stylu skandynawskim, a także stylu życia. Skąd nagły zwrot w kierunku prostego życia?

 

Przeczytaj również: Wyluzuj… ciało i umysł

 

Skąd się wzięła moda na minimalizm?

 

W moim osobistym przekonaniu, odpowiedź jest, nomen omen, prosta. Żyjemy w świecie, w którym wszystkiego jest za dużo. Z każdej strony jesteśmy bombardowani niezliczoną ilością bodźców. A minimalizm ma być odpowiedzią na stan permanentnego zmęczenia. Ukojeniem dla tego, co psycholodzy nazywają „przebodźcowaniem”. Nie bez powodu coraz chętniej urządzamy nasze domy w prosty sposób, stawiając na neutralną biel. Staramy się wyplątać z sideł nadmiaru bodźców, wrażeń i emocji, które gromadzimy przez cały dzień. Pożegnać się z chaosem, który rozstraja nie tylko nasze funkcjonowanie w zagraconej przestrzeni, ale również zaburza wewnętrzny spokój. I choć na połączenie słów „moda na minimalizm” uśmiecham się pod nosem, wyczuwając pewną rozbieżność, to jestem przekonana, że akurat tej modzie warto się poddać.

Facebooktwittergoogle_pluspinterest

Jeśli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:
   •   polub profil fit-joga na Facebooku
   •   podejrzyj na Instagramie