Moja joga latem – podsumowanie praktyki

Lato to moja ulubiona pora roku. To także mój ulubiony czas na praktykę jogi. W wysokiej temperaturze ciało staje się miękkie, plastyczne. Z większą łatwością wchodzi w asany. Poddaje się temu, co mówi głowa. Sednem mojej letniej praktyki jednak nigdy nie są efekty i pogłębianie pozycji. Stawiam na oddech, przyjemność, relaks.

Lato to ten wspaniały czas, kiedy można praktykować jogę w plenerze. Wiele szkół jogi organizuje wtedy zajęcia w plenerze. Można na świeżym powietrzu popraktykować. Dotlenić ciało, poobcować z przyrodą (nawet jeśli jest to tylko park miejski), rozluźnić oczy, dzięki patrzeniu na otaczającą zieleń. Oczywiście można również wziąć matę pod pachę i wyruszyć w dowolnym kierunku, by nacieszyć się jogą w samotności. Ja zdecydowanie bardziej cenię sobie ten drugi wariant. Cały rok praktykuję w grupie, prowadzę zajęcia, pracuję z ludźmi. Chwile samotności, i to jeszcze w otoczeniu przyrody, są więc dla mnie bezcenne. W tym roku było podobnie. Najprzyjemniej wspominam oczywiście te momenty, kiedy było mi dane poćwiczyć na kompletnie pustej plaży w czasie mojego pobytu na Krecie.

Joga - stanie na głowie

Joga na wakacjach – regeneracja ciała i wyciszanie umysłu

Sierpień był dla mnie miesiącem odpoczynku. W tym czasie całkowicie zrezygnowałam z prowadzenia zajęć. Wzięłam dwa tygodnie urlopu również od pracy w redakcji. Dodatkowe zlecenia odrzuciłam. Po całym roku naprawdę intensywnej pracy, czułam, że moje ciało i umysł potrzebują głębokiego resetu. Wyjazd na urlop na Kretę potraktowałam jako czas tylko dla mnie. Przez pierwsze trzy dni nie szczędziłam sobie błogiego lenistwa. W tym czasie zapomniałam o wszystkim. Również o jodze. Dałam swojemu ciału odpocząć, zregenerować się w promieniach greckiego słońca. Poddałam je masażowi morskimi falami i karmiłam śródziemnomorskimi smakołykami. Stopom zafundowałam najlepszą na świecie akupresurę – spacery po nadmorskich kamieniach i żwirkowatym piasku. Dużo spałam. Przestawiałam się na stan zen.

Przeczytaj też: Gdy ciało mówi „dość”…

Pozycja odwróconego wojownika w jodze

Joga na plaży – czy może być coś lepszego?

Kiedy mój umysł się uspokoił, a ciało wypoczęło i zaczęło się upominać o aktywność fizyczną, powzięłam plan. Niemal każdego dnia wstawałam przed wschodem słońca. Kiedy za oknem było jeszcze szaro, a plaża świeciła pustkami, ja chwytałam w rękę tylko ręcznik i szłam na brzeg morza, by nacieszyć się samotnością i jogą. Nie stawiałam sobie żadnych celów. Nie układam w głowie sekwencji czy całej sesji. Nie fokusowałam się na konkretne pozycje. Po prostu szłam i robiłam to, co danego dnia dyktowało mi ciało. Zwykle rozpoczynałam od lekkich i przyjemnych pozycji jogi, by pobudzić ciało do aktywności po nocnym letargu. Później swobodnie i bez napięcia wykonywałam kilka powitań Słońca. Tak się pięknie składało, że zwykle faktycznie witałam Słońce. W delikatnej czerwonej poświacie, przy subtelnej morskiej bryzie, w całkowitej samotności nie czułam żadnego ciśnienia. Żadnej presji. Poddawałam się intuicji. Czasem stawiałam na kilka pozycji rozciągających. Czasem, kiedy czułam większą energię, stawałam na głowie i z wielką swobodą pracowałam na wariantami tej asany. W tych przyjemnych i zupełnie bezstresowych okolicznościach udało mi się osiągnąć coś, nad tym spinałam się przez długi czas, a mianowicie przejście ze stania na głowie do mostka. Podczas praktyki na sali, na macie, zawsze towarzyszył mi duży lęk o upadek. Wolałam się wycofać niż zaliczyć spektakularne „łubudu”. Na plaży nie było tego problemu. Na miękkim i przyjaznym gruncie, nawet twarde lądowanie nie przerażało. I właśnie wtedy, kiedy zupełnie przestałam się spinać i marzyć, że koniecznie musi mi się to udać, to przejście przyszło samo! Moja satysfakcja była przeogromna! W zasadzie sama nie wiem, czemu się tak zdziwiłam, kiedy to mi się w końcu udało. To nie był pierwszy raz, kiedy po wyluzowaniu i puszczeniu napięcia, asana, która do tej pory wydawała się być niewykonalna, po prostu sama wyszła.

Przeczytaj też: Wyluzuj… ciało i umysł

Pies z głową w górze - joga

Pozycja wielbłąda - joga

Jakie pozycje praktykowałam najczęściej?

Postawiłam na intuicję, pamięć ciała i oddech. Pojawiały wszystkie pozycje z sekwencji powitania Słońca, więc było dużo psa z głową w górze i psa z głową w dole. Uwielbiam te dwie pozycje i te przejścia. Uważam, że stanowią doskonałą w swej prostocie sekwencję ruchową, która sprawdza się zawsze wtedy, kiedy nie mam pomysłu na praktykę lub po prostu chcę się trochę porozciągać. Nie zabrakło również klasycznych wojowników (wojownika I i wojownika II, a także przejść pomiędzy nimi). Ponieważ praktykowałam nad morzem, więc nie mogło zabraknąć pozycji ryby. A także wspominanego wyżej stania na głowie i mostka. Bywał i takie dni, kiedy pozwalałam sobie jedynie na medytację i kontemplowanie wschodów lub zachodów słońca. I oddech, który przyjemnie wypełniał moje ciało, pozbawiając je wszelkich stresów i napięć.

Medytacja na plaży

Facebooktwittergoogle_pluspinterest

Jeśli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:
   •   polub profil fit-joga na Facebooku
   •   podejrzyj na Instagramie


  • M

    Piękne zdjęcia! :)

    • Dziękuję serdecznie! :)