Dlaczego warto być off-line na wakacjach? + Moje 7-dniowe wyzwanie: Detoks od internetu

Wyobraź sobie, że jesteś na plaży. Leżysz na ciepłym piasku, słońce przyjemnie rozgrzewa twoje ciało, w głowie pojawia się ten błogi stan beztroski, który dla nas dorosłych dostępny jest tylko raz do roku, podczas urlopu. Nagle słodki, przygaszony plażowy gwar, którego rytm wyznacza szum morskich fal, przerwa niemal niezauważalny sygnał telefonu. Masz wiadomość. Błogostan is over.

Odruchowo sięgasz po smartfona. Sprawdzasz pocztę. To mail od szefa, nic pilnego, może poczekać. Przy okazji zerkasz na Facebooka, by sprawdzić, co u znajomych. Później jeszcze Instagram. Na koniec zerkasz jeszcze, co na popularnych serwisach. Wszystko po starem. Politycy się kłócą, gwiazdy show-biznesu walczą o uwagę skandalami, marketingowy nawołują do zakupów na wyprzedażach. Świat kręci się nadal. Odkładasz telefon. Zerkasz na zegarek. Właśnie minęła godzina. Godzina twojego cennego urlopu, zmarnowana na bycie on-line. Warto było?

Może Cię zainteresować: Nudź się! Nuda to joga dla umysłu

Doskonale pamiętam czas, kiedy telefon komórkowy, taki najprostszy, który służył jedynie do dzwonienia i przesyłania krótkich wiadomości tekstowych, nazywano „smyczą”. Kiedy telefony robiły się popularne, niektóre osoby świadomie rezygnowały z nich, tłumacząc, że nie chcą być na każde zawołanie. Od tego czasu sporo się zmieniło. Telefon zyskał wiele nowych funkcji, w tym dostęp do internetu. Dziś jesteśmy on-line niemal całą dobę. Zwykle wiąże się to nie tylko z obowiązkami zawodowymi, ale również życiem towarzyskim, robieniem zakupów, wyszukiwaniem przepisów kulinarnych itd. itp. Sama każdy dzień rozpoczynam i kończę ze smatfonem. Staram się nad tym pracować, jednak nie jest to łatwe. Mam wrażenie, że większość z nas, ze mną na czele, jest uzależniona od bycia on-line. Kiedy tylko przez dłuższą chwilę nie zerkamy na telefon, natychmiast dopada nas poczucie, że coś nas omija. W pracy, w gronie znajomych, w życiu publicznym. A może by tak na wakacje nieco się odciąć? Ja tego roku na urlopie postawiłam na bycie off-line. Czy zadziałało? Co z tego wynikło? Czy wypoczywało się lepiej, a może znacznie gorzej? Przeczytajcie!

WYZWANIE – 7 dni bez internetu

Wybierając się na wakacje do Kalabrii, wiedziałam, że większość tamtejszych hoteli oferuje możliwość korzystania z wi-fi  za dodatkową opłatą. W katalogu wyczytałam, że przywilej (?) korzystania z sieci w czasie kalabryjskich wakacji, będzie mnie kosztował 3 euro za godzinę! Początkowo mocno mnie to oburzyło. Jak to?! Tyle kasy za internet? W dzisiejszych czasach? W cywilizowanej Europie? Gdy trochę ochłonęłam, doszłam do wniosku, że jakoś dam radę. Zerknę do sieci, co drugi, trzeci dzień i będzie w porządku. Na miejscu rezydent poinformował nas, że z zasięgiem sieci komórkowych w Kalabrii bywa różnie. Podobnie ma się sprawa z internetem. „Cudownie…” – pomyślałam. Ale po chwili przywołałam samą siebie do porządku. Kobieto, jesteś na wakacjach! Cały rok jesteś on-line niemal 24 godziny na dobę, to błogosławieństwo, a nie przekleństwo, że w końcu będziesz mogła się odciąć. A jak to wyglądało w praktyce?

DETOKS dzień 1.

Hotel, plaża, pyszne jedzenie, mnóstwo wrażeń. Warto by się nimi podzielić w social mediach. Ale w sumie po co? Zdjęcie przemknie w strumieniu innych tego dnia, a ja się złamię i stracę szansę na detoks. Podejmuję decyzję. Niech ten czas będzie prywatny, intymny, tylko dla mnie. Zaoszczędzone euro wydam na jakiś dobry obiad w kalabryjskiej trattorii.

DETOKS dzień 2.

Wycieczka, zwiedzanie, włoskie lody, piękne widoki! Taki potencjał na lajki ma się zmarnować?! „A niech się marnuje” – macham na to ręką i skupiam się na delektowaniu urokami wakacji. Telefon służy mi jedynie do sprawdzania, która jest godzina. Kolejny dzień bez netu! Nie wierzę! Detoks od internetu jest możliwy!

DETOKS dzień 3.,4.,5.,6.

Kompletnie zapominam o chęci korzystania z internetu. Chłonę wakacje. Przypominam sobie, dlaczego tak bardzo kocham podróże. Delektuję się niespieszną praktyką jogi na plaży. Nie transmituję jej na Instagramie. Ćwiczę dla siebie. Robię przysługę swojemu ciału i umysłowi, które cały rok czekały na reset. Jestem off-line. Niech świat się wali. Mnie nie ma. A tak właściwie, to po co miałby mi być ten internet na wakacjach?! Kilka dni detoksu totalnie mnie otrzeźwiło w kwestii namiętnego korzystania z internetu.

DETOKS dzień 7.

Zmieniamy hotel. I tu zaskoczenie! Jest BEZPŁATNE wi-fi! Wprawdzie działa „po włosku”, ale jest! Natychmiast rzucam się na pocztę niczym na kolejną porcję pysznego spaghetti. Kilka maili z pracy, mnóstwo spamu. Na Facebooku kilku znajomych dało zdjęcia z wakacji. W polityce burza. W show-biznesie blichtr. Czyli wszystko po staremu. Świat dał radę bez mnie. A ja dałam radę bez internetu. W drugim tygodniu wakacji nie mogę się oprzeć kuszącemu niczym włoskie lody darmowemu wi-fi.. Korzystam z niego codziennie. Ale robię to z umiarem. Jestem on-line maksymalnie godzinę w ciągu dnia. Wakacje smakują już jednak nieco inaczej. Błogostan odszedł. W głowie sporo myśli o pracy, o sytuacji politycznej w kraju, o tym, co powinnam zrobić po powrocie do domu. Jednak bez internetu wypoczywało mi się zdecydowanie lepiej.

Uzależnienie od internetu - co robić?

Zalety bycia off-line na wakacjach

Jeśli w wakacje zdecydujesz się dać odpocząć również swojemu smartfonowi, sporo zyskasz. Co dokładnie? Oto najważniejsze zalety bycia off-line.

1. Odłączenie się od sieci sprawi, że naprawdę odpoczniesz. Brzmi jak utarty banał? Czasem w banałach zawartych jest sporo mądrości życiowych. Z pewnością tak jest w tym przypadku! Z dala od internetu odpocznie nie tylko twój umysł, który z dużym prawdopodobieństwem cierpi na syndrom przebodźcowania, ale również twoje ciało. Dasz odpocząć przede wszystkim swoim oczom, szyi, zmęczonej ciągłym pochylaniem, zaokrąglonym barkom, a nawet… nadgarstkom i palcom dłoni. Jeśli dużo pracujesz przed komputerem, wiesz co mam na myśli.

2. Odcięcie się od wirtualnej smyczy sprawi, że stopniowo zaczniesz skupiać się na tu i teraz. Zaczniesz zauważać, że świat wokół ciebie jest znacznie przyjemniejszy, bardziej interesujący i… mniej hałaśliwy niż ten, który doskonale znasz z internetu.

3. Podróżowanie to doskonały moment, by poznawać świat naprawdę. Żaden profil podróżniczy na Instagramie, żaden blog i żaden kanał na YouTube nie pozwolą ci autentycznie delektować się odmienną kulturą, pięknymi pejzażami, o kosztowaniu lokalnego jedzenia nawet nie wspominając.

4. Nawet nie zauważysz, kiedy zaczną się poprawiać twoje relacje z bliskimi. Więcej czasu, a co za tym idzie, więcej okazji do rozmowy, sprawi, że znów poczujecie tę więź, która was łączy. A może nawet przypomnicie sobie, jaką przyjemnością jest spontaniczna, szczera rozmowa z drugim człowiekiem. Taka prawdziwa rozmowa. Twarzą w twarz.

5. Doznasz olśnienia, że świat się nie zawalił. Okaże się, że w czasie twojego urlopu, firma nadal funkcjonuje świetnie, u znajomych niewiele się zmienia, politycy nadal się kłócą, a ty doświadczasz właśnie plażowego błogostanu, nie zważając na zgiełk świata, który toczy się w oddali.

Facebooktwittergoogle_pluspinterest

Jeśli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:
   •   polub profil fit-joga na Facebooku
   •   podejrzyj na Instagramie


  • Ja tęsknie za wakacjami z dzieciństwa, bez telewizji, bez telefonów, i bez internetu oczywiście. Po powrocie do domu przez kilka dni chłonęłam wytwory współczesności. Nawet wtedy, prawie dwadzieścia lat temu doceniałam ten odwyk. Teraz, no cóż, brakuje mi odwagi…

    • Taaak! Dzieciństwo bez internetu, z zabawami na podwórku i wieczorami przy książce! To było coś. :) A do małego detoksu zachęcam, bo on naprawdę działa. Może chociaż jeden dzień się uda? :)

  • Magdalena Soboń

    O tak! Taki detoks fajnie resetuje.
    Nie ma natłoku informacji, a wokół natura i sprawy codzienne, tu i teraz a nie gdzieś tam, w internecie.
    Zeszły tydzień spędziłam w Bieszczadach i poczułam chyba po 4 dniu, że jakaś taka spokojniejsza jest moja głowa wśród drzew i szumu strumyka :) Fajnie byłoby tak mieszkać gdzieś blisko natury i móc raz dziennie uciec na godzinkę sie zresetować. Tymczasem zostają mi spacery do parku… ale kurczę zazwyczaj z telefonem i podcastem :)

    • Marzę o Bieszczadach i totalnym resecie na łonie polskiej natury! :) Ale park na co dzień też jest super! :) A czego słuchasz w czasie spacerów?

  • Anna Kurtasz

    Nie wiem, czy dałabym radę tak długo…

    http://przystanek-klodzko.pl/

    • Też miałam wątpliwości, ale dała radę! Czyli to możliwe. ;) Zachęcam podjąć próbę. :))) Działa! :)))

  • Paulina R-w

    mega to trudne oderwanie się szczególnie jeśli „zawodowo” zajmujesz się pracą w internecie…ale masz rację taki detoks na pewno dobrze zrobi…spróbuję przy okazji jakiegoś dłuższego weekendu wypróbować bycie off

    • Serdecznie polecam. Da się. ;) Cudowne oczyszczenie głowy gwarantowane. :)

  • Małgorzata Hert

    Czasem właśnie marzę, aby oderwać się od tego wszystkiego ale to nie t5akie proste. Telefonu nie mogę wyłączyć, bo mam chora mamę…

    • Rozumiem. Ale można od czasu od czasu rezygnować chociaż z internetu. Zapewniam, że to cudowne doznanie. :)

  • Oczywiście masz rację, że bez Internetu wypoczywa się lepiej. Sama też jestem uzależniona od bycia online, a najbardziej od przeglądania zdjęć na IG ;). Niemniej jednak, nie zaczynam i nie kończę dnia z telefonem. Bez problemu mogę spędzić dzień bez przeglądania FB, blogów, innych kanałów społecznościowych. Są takie weekendy, gdzie sprawdzam tylko pocztę i pracuję odłączona od sieci. To taka namiastka wolnego ;). Myślę, że każdy musi znaleźć złoty środek. I koniecznie serwować sobie w ciągu dnia takie momenty, kiedy telefon i komputer będą leżały daleko ;).

    • Zdecydowanie masz rację! Częściowe odłączenie, o którym piszesz też jest spoko! Chyba wcielę w życie od czasu do czasu. :)

  • Noooooooooooo i to się nazywa rozsądne podejście do tematu! :) Jeszcze kilka lat temu nie dałabym chyba rady, ale teraz czuję, że bez żadnych przeszkód :) I tak jak piszesz – świat się nie zawali.

  • Nie mam z takimi detoksami żadnych problemów – praktykuje gdy tylko mogę! :D A, i nigdy nie siedzę na necie w telefonie, nigdy :)

  • Jak byłem w tym roku nad morzem, po prostu nie brałem telefonu ze sobą :) Lepiej nie ryzykować tego, że zostanie skradziony na plaży. A przed plażowaniem wypad na miasto na śniadanie, później na obiad i okazywało się, że bez telefonu można funkcjonować. A na plaży dobra książka… Jedyne czego żałowałem to brak Mapsów, bo w obcym mieście czasem ciężko nawigować i nie zawsze wiadomo, do jakiej restauracji wejść.

    • Bardzo rozsądne, świadome podejście! Gratuluję! :) A z tymi mapami masz rację. W obcym miejscu też często z nich korzystam. Ale jak widać, da się i bez tego. Zawsze można zapytać miejscowych o drogę. ;)

  • Otóż to! :)