Nudź się! Nuda to joga dla umysłu

Z czym kojarzy ci się nuda? Pamiętasz jeszcze w ogóle to słowo? Czy nudzić mogą się tylko dzieci, a nam dorosłym zwyczajnie nie wypada? No cóż, wiele tracimy takim myśleniem…

Moje skojarzenia z nudą sięgają odległych zakątków pamięci, kiedy jako dziecko jeździłam na ferie zimowe do babci. W czasach, kiedy zimy były jeszcze prawdziwie zimowe, leżałam na babcinej wersalce (tak, słowo „sofa” weszło do życia nieco później) z nogami wyciągniętymi na terakotowym piecu kaflowym, który bił przyjemnym ciepłem. Ewidentnie się wtedy nudziłam. Bez żadnych wyrzutów sumienia rozmyślałam o niebieskich migdałach. Patrzyłam na leniwie padający za oknem śnieg i rozkoszowałam się cudownym zapachem ciasta, dobiegającym z kuchni oraz symfonią kuchennych dźwięków, wydawanych przez rozkosznie, krzątającą się babcię. To zdecydowanie była błoga nuda, należna tylko dzieciom. Wraz z kolejnymi feriami zimowymi nudziłam się coraz mniej. Obowiązki szkolne i wrodzona ambicja nakazywały mi, by ciągle poznawać świat, zdobywać wiedzę i doświadczenie. Z czasem przestałam spędzać ferie zimowe w babcinym mieszaniu, a rozkoszny stan „nicnierobienia” stał się dla mnie coraz bardziej obcy i abstrakcyjny. Dlaczego? Bo w moim życiu słowo na „n” nastąpiło kilka innych na literę „p” – „praca”, „produktywność”, „presja”, „pieniądze”.

Przeczytaj też: Wyluzuj… ciało i umysł

Google pozwala się nudzić

Nam, dorosłym, nie wypada się nudzić. Możemy, co najwyżej „odpoczywać” lub „relaksować się”. W domyśle – po ciężkiej i dobrze wykonanej pracy. A i odpoczywać aktywnie, bo taki mamy obecnie trend. Produktywni musimy być również po pracy, bo przecież „na kanapie siedzi leń”. Do niego dołożyć można wiele innych mądrości ludowych i cywilizacyjnych. Jak chociażby tę, że „Inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi”. Z pewnością jest w tym trochę racji. Dzisiejszy świat dostarcza nam masę rozrywek, którymi możemy wypełnić wolny czas. Można zapisać się do modnego klubu fitness, ćwiczyć jogę z YouTube’a, czytać kolejną mądrą książkę znanego coacha albo chociażby scrollować Facebooka, aby mieć pewność, że żaden post znajomych nie umknął naszej uwadze. Nawet odpoczywając, jesteśmy na ciągłym „stand-by’u”. Staramy się nadążać za wszystkim. Obawiamy się wyłączyć umysł. Wiadomo, nieużywany organ zanika, ale… czy sobotnie popołudnie spędzone na leżeniu i gapieniu się w sufit od razu sprawi, że nasze IQ spadnie do poziomu podłogi?! Wręcz przeciwnie! Współcześni psychologowie coraz chętniej zachwalają zalety nudy. O jej pozytywnych skutkach od dawna wiedzą mistrzowie medytacji. Wysoka produktywność, której wymaga od nas świat, ciągła aktywność psychofizyczna, nadmiar bodźców sensorycznych oraz umiejętność błyskawicznego reagowania powoduje, że wszyscy cierpimy na syndrom, który pozwalam sobie roboczo nazwać: „nuda jest dla dzieci i nierobów”. Tymczasem nuda jest niezbędnym składnikiem kreatywności. I to nie tylko tej typowo twórczej, której wymaga się od osób, wykonujących zawody artystyczne, ale również tej, która pozwala inżynierom wymyślać innowacyjne rozwiązania problemów technicznych. Teraz już wiecie, dlaczego Google i inne światowe korporacje chętnie inwestują w tzw. „play roomy” czy inne roomy, w których człowiek może na chwilę oderwać wzrok od Excela i pogapić się fototapetę z rajską plażą lub bezproduktywnie pograć w bilard? Mniej więcej o to tu chodzi. Przeładowany umysł nie jest w stanie pracować produktywnie. Przeładowany umysł nie wymyśli niczego nowego. Przeładowany umysł to pierwszy krok do wypalenia zawodowego. Odpowiedzią jest nuda.

Jak wpisać nudę w grafik dnia?

Jednak patrzenie na nudę wyłącznie w kontekście pracy, byłoby dużym spłyceniem wpływu nudy nasze życie jako całość. O zaletach nudy doskonale wiedzieli już starożytni, którzy byli mistrzami ciężej pracy i… błogiego lenistwa. „Dla starożytnych normalne, wzorcowe życie należy do sfery szaleństwa. Zdrowie mentalne zaczyna się według nich wtedy, gdy zaczynamy kwestionować nasze życie i szukać jego sensu. Człowiek, który urodził się, by pracować i konsumować, i nigdy się nie zastanawiał, po co to robi, nie różni się niczym od szaleńca, któremu choroba odebrała możliwość świadomego życia” – powiedział filozof Marcin Fabiański w niedawnym wywiadzie dla „Wysokich Obcasów Extra”. I trudno się z tym nie zgodzić. Też znacie to uczucie? Budzik, łazienka, kawa, praca, dom, obiad, ogarnianie, łazienka, łóżko, nastawienie budzika na następny dzień, sen i tak w kółko. Czas dla siebie dopiero w weekend. Tymczasem wielkie umysły tego świata, nawet w czasie pracowitego dnia pozwalały sobie na chwilę „nudy”. Albert Einstein był fanem odświeżających drzemek w ciągu dnia, Leonardo da Vinci potrafił godzinami wpatrywać się w wiry wody lub szkicować coś „zupełnie bez sensu”. Większość znanych pisarzy ma za sobą godziny bezproduktywnego wpatrywania się w ścianę, w czasie którego zwykle pojawiają się najlepsze pomysły. Podobno wiele niesamowitych idei powstało również pod prysznicem. Tak, wiem, w grafiku korporacyjnego życia, pomiędzy kolejnymi zebraniami i brifingami nie znajdziecie hasła „czas na twórczą nudę dla pracowników wszystkich szczebli”. Nie da się nudy również zaplanować po pracy. Ciężko powiedzieć sobie „teraz oto zamierzam się nudzić przez pół godziny, a co!”. Jak wpisać nudę w napięty grafik? Przede wszystkim przeprogramować sposób myślenia. Znaleźć przestrzeń i czas wyłącznie dla siebie. Podejść do nudy świadomie. Może tę godzinkę dziennie, którą spędzasz na scrollowaniu fejsa udałoby się zagospodarować nieco inaczej?

Zobacz też: 6 rzeczy, których nauczyła mnie joga

Nudź się – to działa!

Bycie w nudzie to szczególny moment wytchnienia, ale też spędzenia czasu z najbliższą sobie osobą – samym/samą sobą. Bycie w nudzie początkowo może być uciążliwie. W głowie zaczną pojawiać się różne myśli i pytania. Po fazie gonitwy w stylu „muszę poodkurzać, zrobić jeszcze ten raport dla szefa i umówić się fryzjera”, może zakiełkować ziarno niepewnością pod postacią pytania „po co ja właściwie to robię?!”. A wraz z nim poczucie winy ze zmarnowanego czasu. Czy aby na pewno będzie on zmarnowany? Jako dziecko, przypatrujące się różnym kształtom płatków śniegu i rozkoszujące się zapachem ciasta, nie miałam takich dylematów. A to przecież właśnie wtedy najbardziej intensywnie „pracowałam” nad swoim rozwojem. Czasem warto nieco się cofnąć, żeby móc pójść naprzód.

P.S. Nudny ten tekst tekst, prawda? ;)

Facebooktwittergoogle_pluspinterest

Jeśli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:
   •   polub profil fit-joga na Facebooku
   •   podejrzyj na Instagramie